sobota, 2.stycznia.2010, 12:00
Siedziała na ziemi oparta o konar drzewa z lekko przymkniętymi powiekami. Rozciągnęła się i zsunęła słuchawki z uszu. Słońce świeciło jasnym blaskiem, a wokół było czuć przyjemną woń kwiatów. Zaczęła powoli zbierać rozrzucone wokół niej kartki, wpychając je do skórzanej torby.Ludzie, którzy przechodzi obok niej, w ogóle nie zwracali na nią uwagi, może nawet jej nie dostrzegali. Przywykła do tego, było tak zawsze. Czarne włosy do ramion związała w niedbały kucyk. Podniosła się z ziemi sprawdzając, czy niczego nie zostawiła, po czym wolnym krokiem skierowała się w kierunku szkoły.
Była tylko szarym tłem, wśród całego tłumu, ludzie wpadali na nią nawet nie przepraszając. Udało się jej dopchnąć do szafki, otworzyła ją spokojnie i stanowczo wepchała do środka wypadające śmieci.
-Muszę w końcu to sprzątnąć... -mruknęła do siebie,jednocześnie łapiąc spadającą kartkę.
-Zaczynasz już mówić sama do siebie? - obok stanęła blondynka, trzymając podręczniki w dłoniach.
-Przynajmniej rozmawiam z kimś na poziomie... - mruknęła,starając się wyciągnąć własną książkę.
-Jakie to zabawne. - wychyliła się i pomogła koleżance.-Ktoś ma dobry humor?
-Jak zawsze. -zamknęła szafkę i oparła się o nią. Oglądnęła się za ludźmi, którzy witali się z jej znajomą, po czym głęboko westchnęła.
-Summer, poważnie powinnaś zacząć zadawać się z ludźmi! -blondynka, zauważyła jej reakcję. Nie odpowiedziała zerknęła, tylko na nią przelotnie i ruszyła w stronę sali zajęć. - Jestem jedyną osobą z która rozmawiasz!- szła tuż obok niej. - Jak to jest w ogóle możliwe?
-Gdyby nie to, że rok temu uratowałam Cię z matmy, też byśmy ze sobą teraz nie gadały...
Blondynka skrzywiła się na to stwierdzenie, głównie dlatego,że była to prawda. Pół roku miały razem prawie wszystkie zajęcia i nawet nie wiedziała, że Summer istnieje.
Zmierzyła koleżankę wzrokiem. Średniego wzrostu, szczupła, z równo przyciętymi czarnymi włosami i niemalże równie ciemnymi oczami. Ubrana w jeansy i koszulkę, była jak wiele dziewczyn w szkole. Z zasadniczą różnicą, że każda z pozostałych dziewczyn posiadała znajomych w liczbie większej niż jeden.
-W weekend ma być impreza! Chodź ze mną! - spróbowała ponownie.
-Daj spokój... Przyzwyczaiłam się do tego. Nie przejmuj się tym. - jakiś chłopak szturchnął ją ramieniem, bez żadnej reakcji. - Widzisz?
-Może byś uważał jak chodzisz dupku! - krzyknęła za nim blondynka.
-Mag, daj sobie spokój... -zaśmiała się i kręcąc głową weszła do klasy.
Wspinała się po dość stromych schodach, jednocześnie szukając kluczy w torebce i siłując się z reklamówką z zakupami. Stanęła już przy drzwiach, kolanem pomagając sobie w podtrzymaniu torebki.
-Cholera jasna... -syknęła, wyrzucając garści zmiętolonych chusteczek. W końcu udało się jej znaleźć srebrny kluczyk z niewielkim brylokiem. Otworzyła drzwi i z ulgą rzuciła reklamówkę na kanapę, stojącą przy wejściu. Klucze przeleciały przez pokój i uderzyły w stół. Summer opadła na kanapę i westchnęła głęboko. Po chwili podniosła się i wraz z reklamówką udała się do małej kuchni, włożyła zakupy do lodówki, a do mikrofalówki wsadziła na kilka minut gotową pizzę. Mieszkała w niewielkim mieszkaniu w starym budynku,mały salon z kanapą i starym telewizorem, o wiele za duży stół z dwoma krzesłami, wcześniej wspomniana mała kuchnia, łazienka z wanną i sypialnia, w której stało łóżko, szafa i biurko z komputerem. To wszystko. Jedynym plusem jakie dziewczyna widziała w całym mieszkaniu to wielkie okno w sypialni, przez które wychodziła szczególnie latem na dach, by oglądać nocą gwiazdy.
Piętro niżej, mieszkała jej ciotka, która pracowała całymi dniami w jakieś większej firmie. Miała pilnować Summer, prawda była taka, że rzadko kiedy się widywały. Rodzice dziewczyny wyprowadzili się, gdy ojciec dostał lepszą posadę. Ona sama do tej pory nie rozumie, jak udało się jej ich przekonać, żeby została. Zamieszkała nad ciotką, ze wsparciem finansowym rodziców. Rozglądnęła się po pustym mieszkaniu, żując gumowatą pizzę. Inaczej wyobrażała sobie samodzielne życie.
-Znów jesz jakieś świństwa? - Mag weszła do mieszkania i usiadła obok koleżanki, kradnąc jej z talerza jeden z kawałków pizzy.
-Czy Ty kiedykolwiek pukałaś? - dodała ironicznie.
-Mam zapukać? - spojrzała na nią wymownie. - Ohydne! - odrzuciła rozpoczęty kawałek jedzenia. Summer wzięła głęboki wdech i pokręciła tylko głową wciąż jedząc.
-Nie możesz brać obiadów od ciotki?
-Raczej rzadko wtedy bym jadła... A gdyby nawet, to byłaby to sama zielenina.
-Wegetarianka?
-Nie, wieczne diety... - wstała od stołu i wrzuciła talerz do zlewu, gdzie już uformowała się całkiem spora sterta. Mag mruknęła coś pod nosem i zaczęła zmywać.
-Nie musisz tego robić.
-Zanim Ty się za to weźmiesz... Odpłacisz mi, jak znów pomożesz mi z matmą.
Summer zaśmiała się i odniosła torbę do sypialni, uchylając okno, by przewietrzyć pokój. Z biurka wygrzebała książki i zeszyt, rozłożyła tona stole w salonie. Mag skończyła zmywać, wytarła ręce i usiadła obok koleżanki, która powoli tłumaczyła jej obliczenia. Wokół rósł stos, zapisanych kartek. Z każdą następną błędów było coraz mniej.
-Jest! - krzyknęła Mag z rękami w górze z gestem zwycięstwa, gdy Summer oznajmiła jej pierwsze dobrze rozwiązane zadanie. - Jesteś wielka!
-Wystarczy tylko poćwiczyć. -uśmiechnęła się ciepło. - Idziesz już? - Blondynka wrzucała notatki do swojej torebki.
-Muszę! Mam jeszcze tyle do zrobienia! - zaczerwieniła się.
-Znów idziesz się z nim spotkać? - blondynka zerknęła na nią i westchnęła.
-Za dobrze mnie znasz! Nie bądź zła on jest taki, taki...
-Wspaniały, wiem... -mruknęła. -Idź, idź! Tylko poćwicz jeszcze.
-Dziękuję raz jeszcze! - blondynka musnęła ustami policzek koleżanki i wybiegła z mieszkania, wciąż z wypiekami na twarzy.
Siedziała na dachu z podkulonymi kolanami pod brodę,zaciągając rękawy bluzy na palce. Wiatr wiał delikatnie, nosząc ze sobą zapach nocy. Gwiazdy nieśmiało zaczynały pokazywać się na niebie. Z pokoju leciała jakaś wolna piosenka. Poczuła dreszcz przechodzący po ciele od chłodu. Westchnęła i spojrzała w niebo. Miała osiemnaście lat i jedyną rzeczą, która odrywała ją od monotonii codzienności, było właśnie siedzenie na tym starym dachu. Z nieprzyjemnością stwierdzała, że one też zaczynały być rutyną.
-Jutro będzie lepszy dzień... - mruknęła sama do siebie, mówiła sobie to zawsze pod koniec każdego dnia. Z nadzieją, wstawała, by przekonać się, że nic się nie zmieniło. A dni nie różnią się od siebie, wciąż zostając niezmienne.
- Kiedyś musi się to zmienić... -westchnęła głęboko i powoli zsunęła się do okna. Weszła do pokoju, ściągnęła z siebie ubrania, nakładając za dużo koszulkę i krótkie spodenki. Opadła na łóżko, długo jeszcze myślała zanim jej powieki powoli zaczęły opadać do snu.
Była tylko szarym tłem, wśród całego tłumu, ludzie wpadali na nią nawet nie przepraszając. Udało się jej dopchnąć do szafki, otworzyła ją spokojnie i stanowczo wepchała do środka wypadające śmieci.
-Muszę w końcu to sprzątnąć... -mruknęła do siebie,jednocześnie łapiąc spadającą kartkę.
-Zaczynasz już mówić sama do siebie? - obok stanęła blondynka, trzymając podręczniki w dłoniach.
-Przynajmniej rozmawiam z kimś na poziomie... - mruknęła,starając się wyciągnąć własną książkę.
-Jakie to zabawne. - wychyliła się i pomogła koleżance.-Ktoś ma dobry humor?
-Jak zawsze. -zamknęła szafkę i oparła się o nią. Oglądnęła się za ludźmi, którzy witali się z jej znajomą, po czym głęboko westchnęła.
-Summer, poważnie powinnaś zacząć zadawać się z ludźmi! -blondynka, zauważyła jej reakcję. Nie odpowiedziała zerknęła, tylko na nią przelotnie i ruszyła w stronę sali zajęć. - Jestem jedyną osobą z która rozmawiasz!- szła tuż obok niej. - Jak to jest w ogóle możliwe?
-Gdyby nie to, że rok temu uratowałam Cię z matmy, też byśmy ze sobą teraz nie gadały...
Blondynka skrzywiła się na to stwierdzenie, głównie dlatego,że była to prawda. Pół roku miały razem prawie wszystkie zajęcia i nawet nie wiedziała, że Summer istnieje.
Zmierzyła koleżankę wzrokiem. Średniego wzrostu, szczupła, z równo przyciętymi czarnymi włosami i niemalże równie ciemnymi oczami. Ubrana w jeansy i koszulkę, była jak wiele dziewczyn w szkole. Z zasadniczą różnicą, że każda z pozostałych dziewczyn posiadała znajomych w liczbie większej niż jeden.
-W weekend ma być impreza! Chodź ze mną! - spróbowała ponownie.
-Daj spokój... Przyzwyczaiłam się do tego. Nie przejmuj się tym. - jakiś chłopak szturchnął ją ramieniem, bez żadnej reakcji. - Widzisz?
-Może byś uważał jak chodzisz dupku! - krzyknęła za nim blondynka.
-Mag, daj sobie spokój... -zaśmiała się i kręcąc głową weszła do klasy.
Wspinała się po dość stromych schodach, jednocześnie szukając kluczy w torebce i siłując się z reklamówką z zakupami. Stanęła już przy drzwiach, kolanem pomagając sobie w podtrzymaniu torebki.
-Cholera jasna... -syknęła, wyrzucając garści zmiętolonych chusteczek. W końcu udało się jej znaleźć srebrny kluczyk z niewielkim brylokiem. Otworzyła drzwi i z ulgą rzuciła reklamówkę na kanapę, stojącą przy wejściu. Klucze przeleciały przez pokój i uderzyły w stół. Summer opadła na kanapę i westchnęła głęboko. Po chwili podniosła się i wraz z reklamówką udała się do małej kuchni, włożyła zakupy do lodówki, a do mikrofalówki wsadziła na kilka minut gotową pizzę. Mieszkała w niewielkim mieszkaniu w starym budynku,mały salon z kanapą i starym telewizorem, o wiele za duży stół z dwoma krzesłami, wcześniej wspomniana mała kuchnia, łazienka z wanną i sypialnia, w której stało łóżko, szafa i biurko z komputerem. To wszystko. Jedynym plusem jakie dziewczyna widziała w całym mieszkaniu to wielkie okno w sypialni, przez które wychodziła szczególnie latem na dach, by oglądać nocą gwiazdy.
Piętro niżej, mieszkała jej ciotka, która pracowała całymi dniami w jakieś większej firmie. Miała pilnować Summer, prawda była taka, że rzadko kiedy się widywały. Rodzice dziewczyny wyprowadzili się, gdy ojciec dostał lepszą posadę. Ona sama do tej pory nie rozumie, jak udało się jej ich przekonać, żeby została. Zamieszkała nad ciotką, ze wsparciem finansowym rodziców. Rozglądnęła się po pustym mieszkaniu, żując gumowatą pizzę. Inaczej wyobrażała sobie samodzielne życie.
-Znów jesz jakieś świństwa? - Mag weszła do mieszkania i usiadła obok koleżanki, kradnąc jej z talerza jeden z kawałków pizzy.
-Czy Ty kiedykolwiek pukałaś? - dodała ironicznie.
-Mam zapukać? - spojrzała na nią wymownie. - Ohydne! - odrzuciła rozpoczęty kawałek jedzenia. Summer wzięła głęboki wdech i pokręciła tylko głową wciąż jedząc.
-Nie możesz brać obiadów od ciotki?
-Raczej rzadko wtedy bym jadła... A gdyby nawet, to byłaby to sama zielenina.
-Wegetarianka?
-Nie, wieczne diety... - wstała od stołu i wrzuciła talerz do zlewu, gdzie już uformowała się całkiem spora sterta. Mag mruknęła coś pod nosem i zaczęła zmywać.
-Nie musisz tego robić.
-Zanim Ty się za to weźmiesz... Odpłacisz mi, jak znów pomożesz mi z matmą.
Summer zaśmiała się i odniosła torbę do sypialni, uchylając okno, by przewietrzyć pokój. Z biurka wygrzebała książki i zeszyt, rozłożyła tona stole w salonie. Mag skończyła zmywać, wytarła ręce i usiadła obok koleżanki, która powoli tłumaczyła jej obliczenia. Wokół rósł stos, zapisanych kartek. Z każdą następną błędów było coraz mniej.
-Jest! - krzyknęła Mag z rękami w górze z gestem zwycięstwa, gdy Summer oznajmiła jej pierwsze dobrze rozwiązane zadanie. - Jesteś wielka!
-Wystarczy tylko poćwiczyć. -uśmiechnęła się ciepło. - Idziesz już? - Blondynka wrzucała notatki do swojej torebki.
-Muszę! Mam jeszcze tyle do zrobienia! - zaczerwieniła się.
-Znów idziesz się z nim spotkać? - blondynka zerknęła na nią i westchnęła.
-Za dobrze mnie znasz! Nie bądź zła on jest taki, taki...
-Wspaniały, wiem... -mruknęła. -Idź, idź! Tylko poćwicz jeszcze.
-Dziękuję raz jeszcze! - blondynka musnęła ustami policzek koleżanki i wybiegła z mieszkania, wciąż z wypiekami na twarzy.
Siedziała na dachu z podkulonymi kolanami pod brodę,zaciągając rękawy bluzy na palce. Wiatr wiał delikatnie, nosząc ze sobą zapach nocy. Gwiazdy nieśmiało zaczynały pokazywać się na niebie. Z pokoju leciała jakaś wolna piosenka. Poczuła dreszcz przechodzący po ciele od chłodu. Westchnęła i spojrzała w niebo. Miała osiemnaście lat i jedyną rzeczą, która odrywała ją od monotonii codzienności, było właśnie siedzenie na tym starym dachu. Z nieprzyjemnością stwierdzała, że one też zaczynały być rutyną.
-Jutro będzie lepszy dzień... - mruknęła sama do siebie, mówiła sobie to zawsze pod koniec każdego dnia. Z nadzieją, wstawała, by przekonać się, że nic się nie zmieniło. A dni nie różnią się od siebie, wciąż zostając niezmienne.
- Kiedyś musi się to zmienić... -westchnęła głęboko i powoli zsunęła się do okna. Weszła do pokoju, ściągnęła z siebie ubrania, nakładając za dużo koszulkę i krótkie spodenki. Opadła na łóżko, długo jeszcze myślała zanim jej powieki powoli zaczęły opadać do snu.
Komentarze (4), Dodaj